czwartek, 25 lutego 2021

Noni Lynette "Szept"

 

 


 

 

Bardzo trudno jest mi znaleźć książkę, która jest nieprzewidywalna, potrafi zaskoczyć i trzymać w napięciu, dlatego tak bardzo spodobała mi się ta propozycja.

Uwielbiam powieści science fiction, pozwalają autorom popisać się kreatywnością i twórczością, tak właśnie było w przypadku tej powieści. 

"Przez dwa i pół roku Jane Doe – Obiekt Sześć-Osiem-Cztery – była przetrzymywana w celi tajnego podziemnego ośrodka rządowego i w tym czasie nie wypowiedziała ani jednego słowa. Nawet swojego prawdziwego imienia. Teraz władze podejmują ostatnią desperacką próbę nakłonienia jej, by zaczęła mówić, i oddają ją pod opiekę tajemniczego Landona Warda.


Ku zaskoczeniu Jane Ward odnosi się do niej uprzejmie. Sprawia wrażenie, że mu na niej zależy. Pomimo wysiłków Jane, by wytrwać w oporze, jej determinacja stopniowo słabnie.


Gdy Jane zaczyna żywić nadzieję na odzyskanie swego dawnego życia, niecodzienny wypadek ujawnia jej najmroczniejszy sekret i niebezpieczną moc, którą ukrywała przez lata. Jej słowa mają moc sprawczą – gdy coś mówi, powołuje to do istnienia. I oto nagle „odnalezienie swojego głosu” staje się kwestią życia i śmierci. "


Książki Science Fiction mają to do siebie, że są nieprzewidywalne. Wyobraźnia autorów nie ma granic, co mnie bardzo cieszy, zwłaszcza, że w moje ręce wpadają takie perełki, którymi mogę się cieszyć przez dobrych kilka godzin. 


Sam opis już jest tajemniczy, a czytając tą książkę wprost nie mogłam się oderwać. 

Obiekt Sześć-Osiem-Cztery, to dziewczyna, która trafiła do tajemniczego instytutu, w którym przeprowadzają straszliwe testy na jej organizmie. Jane Doe nie wie, co jest powodem do przeprowadzania na niej takich eksperymentów, fizyczny ból przy każdych testach jest dla niej niczym, w porównaniu do tego wewnętrznego bólu, z którym dziewczyna musi się zmagać. Codziennie to samo, codziennie ten sam schemat. Ubrana w zwykły worek, zamknięta w celi, dostająca do jedzenia tylko proteinowe koktajle, tak wygląda życie Jane, a wszystko po to, aby zaczęła mówić. 

Właśnie ta "mowa" jest kluczowa. 

Kiedy pewnego dnia Jane trafia do gabinetu Landona Warda nie potrafi wytłumaczyć o co chodzi, a tym bardziej dlaczego ich spotkania nie są takie, jakich dotychczas doświadczała podczas codziennych eksperymentów. Chociaż wciąż jest nieufna wobec Londona dochodzi do wniosku, że spotkania z nim sprawiają jej przyjemność. Zaczyna się przywiązywać do niego, on jako jedyny wyciągnął ją z otchłani ciemnej celi. Dzięki niemu dziewczyna przypomniała sobie życie, jakie kiedyś prowadziła.

Dziewczyna poznaje siostrę Landona, z którą się zaprzyjaźnia, wreszcie w jej życiu pojawia się małe światełko, oczywiście do czasu...

Gdy podczas jednego incydentu Jane nieoczekiwanie "przemawia" wszystko zaczyna się dziać w zawrotnym tempie. Dziewczyna dowiaduje się, że nie jest jedyna ze swoimi umiejętnościami, prawda powoli zaczyna wychodzić na jaw, a Landon nie jest tym, ze kogo go miała. 


Książka jest niesamowita. Od samego początku trzyma w napięciu, akcja rozwija się powoli, jednak od pewnego momentu nabiera niesamowitego tempa, wszystkie fragmenty układanki zaczynają się układać w całość. 

 

Już nie mogę doczekać się kolejnego tomu! 

 

Moja ocena: 9/10

Za przeczytanie i możliwość zrecenzowania książki dziękuję: 

 


 

czwartek, 22 października 2020

Sarah J. Maas "Ksieżycowe miasto" tom I i II



 Sarah J. Maas po raz kolejny zabiera mnie w swój świat. Świat pełen fantastycznych stworzeń, niebagatelnych bohaterów i historii, która zapada w pamięci. 
"Bryce Quinlan jest dziewczyną, która w połowie jest człowiekiem, a w połowie Fae. W świecie pełnym magii, niebezpieczeństw i ognistych romansów poszukuje zemsty!
Bryce Quinlan kocha swoje życie. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce. "

Długo czekałam na kolejne powieści Maas zwłaszcza, że po zakończonej serii "Dworów" ne mogłam się doczekać kolejnych fantastycznych powieści tej autorki. No i się doczekałam, książki zarówno jak "Dwory" są obłędnie długie, co mnie oczywiście cieszyło. Akcja toczy się w Lumathion, wielkiej metropolii, gdzie królują przeróżne stworzenia, od demonów, po Fae, przez anioły, archanioły, wampiry i róże inne. Bryce jest pół Fae, w krainie mocarnych kreatur jest w zasadzie nijaka. Niczym nie wyróżniająca się dziewczyna. Oczywiście to tylko pozoru, gdyż prawdą jest, że jej matka jest człowiekiem, jednak ojciec.... to już jest inna bajka.
Bryce jest imprezową dziewczyną, uwielbia odlecieć na potańcówkach i taka również jest postrzegana, jako głupia imprezowiczka, która nie potrafi zaoferować nic więcej.
Wszystko się zmienia, gdy jej przyjaciele zostają zabici, a sama Bryce jest o krok od śmierci. Po długim czasie, gdy Bryce myśli, że poradziła sobie ze stratą przyjaciół w jej życiu pojawia się Hunt, który trafił na ślad, świadczący, że to nie było przypadkowe morderstwo dokonane przez Demona, który uciekł z Hel, wszystko miało swój cel.  Rozpoczyna się gonitwa za sprawcą, zwłaszcza, że Bryce chce pomścić śmierć swojej ukochanej przyjaciółki i rozwikłać tą zagadkę. Jednak przystojny skrzydlaty Hunt nie będzie jedynie jej partnerem pomagającym rozwikłać zagadkę.

Jeżeli chodzi o Bryce, to postać, która mi imponowała. Ona chciała, żeby każdy miał ją za imprezową laskę, która nie storni od alkoholu i od dragów. Nie przejmowała się swoją opinią, w zasadzie nawet chciała, żeby każdy miał o niej takie zdanie. Jednak gdy znalazła się w centrum śmiertelnego niebezpieczeństwa okazało się, że to dzielna, inteligentna, pełna odwagi kobieta, która nie boi umrzeć za najbliższych. W stosunku do Hunta była oczywiście opryskliwa i wulgarna, nosiła maskę, bo w swoich ochronnych murach czuła się bezpieczna. Nikomu nie pozwoliła zbliżyć się do siebie.

Odnośnie Hunta, to postać, której współczułam od samego początku. Uwielbiałam go, dlatego, że nie był wolny. Był czyjąś własnością i to było okrutne. Nie spodziewał się, że poznając Bryce zapragnie być wolnym...

Książka jest naprawdę bardzo długa, każdy tom liczy ponad 500 stron, w związku z tym, autorka mogła skupiać się na najdrobniejszych szczegółach, cała powieść była dość rozciągnięta w czasie, więc nie mogę powiedzieć żeby akcja toczyła się szybko.
Trochę smuciło mnie, że zanim doszło do jakiejś akcji to musiało minąć baaaaardzo wiele kartek zanim wszystko nabrało dynamicznego tempa.

Każdy kto czytał choć raz Maas wie, że autorka lubi łączyć różne światy, w tym przypadku mamy połączeniu współczesności  teraźniejszego świata (internet, telefony komórkowe, samochody i wielkie miasta) ze światem fantastycznym (anioły, demony, Fae itp).
Cała ta mieszanka daje istnego kopa mojej wyobraźni.

Podczas czytania pierwszego tomu bardziej byłam skupiona na zaznajomieniu się ze światem, z postaciami i ogarnianiem o co tak naprawdę chodzi. Maas wprowadziła do swojej powieści ogromną ilość stworzeń i bohaterów. Wgłębienie się w fabułę pozwoliło mi zrozumieć niektóre poboczne wątki tej historii.
 
Część II powieści to tak naprawdę rozwiązanie zagadki, która okazała się bardziej skomplikowana niż nam się może wydawać. 
Początkowo myślałam, że znam odpowiedź na tajemnicę, która tkwi w tej powieści, jednak nic bardziej mylnego, gdyż to wszystko co układało mi się w głowie rozpadło się na milion kawałków, gdyż autorka wywróciła wszystko do góry nogami. 
Kolejna część książki jest już bardziej dynamiczna, po tym jak jak już zdążyłam się zaznajomić z całym światem i bohaterami mogłam się wreszcie skupić na istocie samej powieści. 
Całość zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jednak pojawiają się pewne minusy, których nie sposób ominąć. 
Wobec tego, że książka jest bardzo obszerna, to rozwijanie się akcji było dość powolne. Naprawdę mogę przyznać, że trochę się wlekło, a ostateczny finał nie opiewał fajerwerkami. Mimo to, że uwielbiam fantastykę to ilość postaci była lekko przesycona, po prostu tego było za dużo. Autorka mimo wszystko mogła skupić się na większej dynamice powieści. 

Generalnie cała ta powieść bardzo mi się podobało, zwłaszcza, że jestem wielką fanką Maas i wiem, że każda jej powieść jest niesamowita. Oprócz tego, że jednak coś brakowało mi w tej części, zwłaszcza większej chemii między głównymi bohaterami to i tak jestem zachwycona, że mogłam przeczytać te książki. 
Oczywiście czekam na kolejne książki tej autorki. 

Moja ocena 7/10 

Za przeczytanie i zrecenzowanie książki dziękuję: 



poniedziałek, 19 października 2020

Aniela Wilk "Ryzykant"





 Czytając pierwszą część byłam ciekawa dalszych losów bohaterów. Jednak po przeczytaniu drugiej części "Figurantki" mogę szczerze powiedzieć, że się zawiodłam... 

"Cała Ameryka opleciona siecią spisków. Aniela Wilk powraca z drugim tomem porywającej, sensacyjno-erotycznej Figurantki. Bruce był agentem FBI. Przeszedł i widział naprawdę wiele. Ale dopiero pościg za tym konkretnym kartelem sprawił, że jego życie wywróciło się do góry nogami. Już samo spotkanie z Alice zmieniło wszystko. Wyszczekana pozorantka miała być tylko przynętą na złoczyńców, a okazała się ich prawdziwym celem. Dziewczyna sprawiła, że w żyłach Bruce’a nieraz gotowała się krew… I to nie tylko ze złości. Potem okazało się, że w tej sprawie nic nie jest takie, jakie się wydaje. Myślał, że wie, co to znaczy liczyć tylko na siebie. A przecież nie zdawał sobie wtedy sprawy, że cały układ jest przeciwko niemu. I chociaż problemów nie ubywa, po dramatycznych wydarzeniach z rodzinnego domu Bruce’a liczy się tylko jedno pytanie. Gdzie jest Alice? Szalony, wolny duch zapadł się pod ziemię. Nie z własnej woli. Były agent musi ją odnaleźć. Tropy prowadzą do szalonego świata, w którym nie ma granic między prawem i bezprawiem. W kolumbijskiej selwie nie liczą się nawet najbrutalniejsze znane im zasady."

Jestem zniesmaczona kolejną częścią i nie wiem czy sięgnę po kolejne... tak.. będą kolejne części, stety, albo niestety. 
W tej części nie ma w zasadzie żadnej akcji. Fabuła ciągnie się niemiłosiernie, od samego początku nie wiadomo o co chodzi. Autorka wprowadziła nowych bohaterów m.in. Roberta, Kate, Rachel i Szamana.
Robert i Rachel stworzyli jakby osobny wątek, co dodawało książce odrobinę pikanterii, co do Kate... to nie mam słów, a na pewno nie tych dobrych no i został boski "Szaman".
    Generalnie cała książka opierała się na poszukiwaniach Alice i na tym etapie mogłabym skończyć recenzje. Poza tym nic się nie działo. Serio, nawet kulminacyjny moment w tej części był jak flaki z olejem. Zero emocji, aaaaa... nie, przepraszam był pewien moment, za który strzeliłabym Bruceowi w łeb - dosłownie (jeżeli przeczytacie tą część to na pewno będziecie wiedzieć o co mi chodzi). 
    Nie mam zielonego pojęcia dlaczego autorka tak dobrej "Figurantki" po całości mogła skiepścić drugą część, nie rozumiem po co były wplątane "gierki" głównych bohaterów? Skoro pojawiła się miłość między nimi to powinna kwitnąć, a nie wplątywać kolejne osoby, dzięki którym cała ta miłość jest pożądaniem, a nie uczuciem. Byle kto pojawi się na horyzoncie, a już oboje potrafią ściągać gacie w dół i zapominać, że się przecież "kochało". 

Na koniec dodam, że czytało się szybko, autorka doskonale wplotła opisy amazońskiej selwy i Kolumbii, co dawało wyobrazi trochę fantazji.  

Gdzieniegdzie pojawia się trochę przestępczego świata Kolumbii i mrocznego kartelu, ale szału nie ma. Szczerze, to czytałam o wiele lepsze książki o charakterze mafijnym, czy kryminalnym. Tu mamy czytadło do poduszki, jednak nie spodziewajcie się fajerwerków. 

Moja ocena: 3/10


za przeczytanie i zrecenzowanie książki dziękuję: 




sobota, 25 lipca 2020

Aniela Wilk "Figurantka"





Poszukujecie książki kryminalnej z wątkiem miłosnym - z naciskiem na wątek miłosny?? To idealnym przykładem okazuje się właśnie "Figurantka". 
Już jakiś czas temu znalazłam wzmiankę o tej powieści w internecie i dzięki wydawnictwu "Burda Książki" mogłam przeczytać ją jeszcze przed premierą. 

"Alice, dziennikarka czasopisma modowego, rzadko daje się zaskoczyć. Ale kiedy przez szemrane interesy swojego prawie byłego, dopiero co pochowanego męża trafia w sam środek potężnego przekrętu, ma ochotę kląć, na czym świat stoi.

Bruce, doświadczony agent FBI, z nikim się nie patyczkuje. Jeśli osiągnięcie celu wymaga złamania zasad, robi to bez skrupułów. Od lat ściga groźny kartel. Aby wreszcie go dopaść, musi zrobić z młodej wdowy przynętę. Ale ta figurantka jest nie tylko krnąbrna, lecz także cholernie seksowna.

W świecie tajemnic, pozorów i wielkich interesów niełatwo odróżnić prawdę od kłamstwa.

Zwłaszcza kiedy wspólny język muszą znaleźć dwie osoby o odmiennych charakterach i podobnym uporze. Powodzenie akcji wisi na włosku, a oni orientują się, że ktoś właśnie zmienił reguły gry. Gdy fałsz goni fałsz, mogą liczyć tylko na siebie. Ale kto tak naprawdę jest tu łowcą, a kto ściganym? I jak odnaleźć się w grze, której reguły ciągle się zmieniają?"


Alice jest młodą wdową, jej małżeństwo było jedną wielką pomyłką. Mąż z pozoru zwykły "korposzczur" nie dość, że miał romans ze swoją sekretarką, to do tego również zatargi z największą mafią w kraju, w rezultacie czego Alice została narażona na śmiertelne niebezpieczeństwo. Dziewczyna nie miała zielonego pojęcia, że jej mąż zostawił coś czego może szukać mafia, do momentu, aż pewnego dnia sami zainteresowani zostawiają w jej ogrodzie wiadomość. W kluczowym momencie pojawia się przystojny agent federalny Bruce, musi ochraniać Alice, żeby dorwać szajkę, którą ściga od wielu miesięcy. Alice okazuje się jedyną kartą przetargową, która jest w stanie doprowadzić go do głównego celu. Na nieszczęście dla ich obojga, to ochranianie wiąże się ze spędzaniem ze sobą czasu. Żadne z nich nie ukrywa, że czują do siebie pociąg fizyczny, z początku to tylko fizyczność, jednak z czasem okazuje się, że to nie tylko zwykłe pożądanie. 

Książka prawie od samego początku mnie wciągnęła. Odzwyczaiłam się od czytania z trzeciej osoby i trochę ciężko było mi się wciągnąć. Nie zmienia to faktu, że fabuła jest przefenomenalna. Uwielbiam takie książki, gdzie akcja goni akcję, a do tego tyle pikantnych szczegółów. Powieść niesamowicie trzyma w napięciu, a przekładając kartka za kartką nie mogłam doczekać się co będzie dalej....! Naprawdę nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie. Sami bohaterowie byli niesamowici. Alice to naprawdę wyszczekana kobieta, która nie da sobą pomiatać, jednak zdarzało się, że mimo, iż trzęsła się ze strachu nie dała tego po sobie poznać. Bruce natomiast, to nie jest kolejny wypancykowany chłoptaś marzenie, jakich wielu w książkach romantycznych. Nie był bez wad, miał swoje wzloty i upadki, czasem doprowadzał mnie do furii, a czasem, zaskoczył swoimi decyzjami. Ogólnie ta powieść to istny rollercoster wrażeń, a końcowy twist wywrócił mnie do góry nogami, jednak nie to było najgorsze... najgorsze było to, że to pierwszy tom!! I ja się pytam jak tu żyć Anielo Wilk?? 

Całym sercem polecam tą książkę, jeśli oczywiście uwielbiacie akcje, temperament głównych bohaterów, dobry humor i oczywiście miłość, namiętność i pożądanie!! 


Moja ocena 10/10


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu:


wtorek, 30 czerwca 2020

Adrian Bednarek "Inspiracja"


    Od jakiegoś czasu bardzo spodobały mi się książki polskich autorów. Nie tylko rozmansidełka mnie wciągnęły, ale również i kryminały. I tak oto po raz pierwszy miałam okazję przeczytać książkę Adriana Bednarka i powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiego efektu. 

"Kiedy miłość jest inspiracją dla zbrodni


Pisanie opowiadań kryminalnych jest dla 23-letniego Oskara formą terapii pomagającą zapomnieć mu o dramacie z przeszłości. W poszukiwaniu inspiracji młody mężczyzna udaje się na pogrzeb brutalnie zamordowanej nastolatki. Tam poznaje Luizę, piękną dziewczynę z wyższych sfer, która wkrótce odmieni jego życie."

Książka od samego początku wciąga, jest tajemnicza i intrygująca. Oskar, 23- letni chłopak jest niezwykle dojrzały, jak na tak młodego człowieka, od samego początku polubiłam jego charakter. Doznał w  swoim życiu wiele przykrości, a mianowicie stracił matkę. Mieszkał z ojcem, który pracował całymi dniami w swoim sklepie monopolowym i po śmierci żony zamknął się w sobie, tym samym Oskar stał się bardzo samotny, a jedynie pisanie opowiadań kryminalnych było dla niego farmą terapii, po traumie jaką przeszedł. 
Gdy dochodzi do zabójstwa nastolatki, Oskar dostaje inspiracji do napisania kolejnej powieści. Niespodziewanie na jego drodze pojawia się Luiza, urocza dziewczyna, która zawładnie jego sercem. 
Odkąd poznaje Luizę jego świat staje się piękniejszy, jednak seria kolejnych morderstw doprowadza Oskara do kolejnych odkryć. Chłopak będzie musiał stanąć przed ogromnym wyborem... 

Kochani, tyle jeżeli chodzi o fabułę, więcej nie zdradzę, albowiem nie chcę żebyście stracili przyjemność odkrywania tej historii kartka po kartce. Ogromny plus za to, że książka jest pisana z perspektywy faceta. Serio, inaczej się czyta jak siedzi się w głowie kobiety, a inaczej jak opowiada facet. Cieszę się, że mogłam spojrzeć z tej perspektywy, bo jednak faktem jest, że autorem tej książki jest facet. Co jeszcze ciekawsze, dreszczyk emocji pojawił się już na samym początku. Bardzo podobało mi się również, że akcja powieści działa się w Polsce, ogromny plus za postaci drugoplanowe: siostra Luizy jak i cała jej rodzinka świetnie wykreowane, baaa! Samo clue tej powieści jest tak niesamowite, że woooah! Gdy już myślałam, że doszłam do punktu kulminacyjnego następuje niesamowity zwrot akcji i wylany kubeł zimnej wody na mój łeb! No i cóż... tak się kończy moja przewidywalność. 

Z ogromną przyjemnością czytałam tą powieść, mam nadzieję, że będę miała jeszcze zaszczyt przeczytać kolejne powieści Adriana Bednarka, bo ta książka na pewno wbiła mnie w fotel i chociaż nie jestem fanką polskich autorów, to zaczynam zmieniać zdanie na ten temat. Już poszukuję kolejnych powieści tego autora! 

Moja ocena:
9/10

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu:


niedziela, 19 kwietnia 2020

Katarzyna Michalak "Ścigany"


Jako, że ostatnio tchnęło mnie na sięganie do polskich autorek, to w moje ręce wpadł "Ścigany", która była naprawdę świetną książką.


"Danka i Hubert to dwoje życiowych straceńców. Byli przekonani, że nic dobrego ich nie czeka. Aż spotkali siebie.
Danka pomogła mu, kiedy ranny i ścigany przez policję uciekał przez bieszczadzkie bezdroża. Uwierzyła w jego niewinność, choć był poszukiwany za zabójstwo.
Był taki jak ona. W oczach miał gniew, w duszy mrok, a w sercu głęboką ranę po wielkiej miłości. I jeszcze większej krzywdzie.
Hubert sprowadził na nią same kłopoty. Aby go chronić musiała znosić poniżenie i oddać się innemu mężczyźnie. Ale oddała mu tylko ciało. Serce zamroziła już dawno. Nie miała nic do stracenia i na niczym ani na nikim jej nie zależało. Nie można jej było przekupić ani zastraszyć.
Tylko miłość była w stanie to zmienić. I namiętność, tak silna, że pali wszystko, co stanie jej na drodze."

Już jakiś czas temu przeczytałam tą książkę, ale bardzo dobrze ją pamiętam. Danka - kobieta, która znalazła się na zakręcie swojego życia. Los nie był dla niej łaskawy, spotkało ją wiele nieszczęść, a  w momencie, w którym już chciała zakończyć swoje życie pojawia się ON!
Hubert, cudem przeżył zamach na własne życie i tym samym został wplątany w straszliwe morderstwo na samego Prezydenta RP. Gdyby nie Danka prawdopodobnie już by nie żył. W zasadzie oboje się uratowali przed śmiercią, a tym samym stali się dla siebie kimś ważnym. 

Akcja w książce dzieje się bardzo szybko, że nie sposób się oderwać. Jestem pod ogromnym wrażaniem, gdyż to pierwsza książka autorki, którą przeczytałam. Do tego wszystkiego dochodzą niesamowite dialogi i cięty język Danki, co powoduje zabawne sytuacje. Nie podobało mi się w jaki sposób autorka podeszła do kwestii przemocy seksualnej, bo inaczej tego nazwać nie potrafię. W imię życia i dobra obcej osoby bohaterka godzi się na karygodne traktowanie, co powodowało niesmak, ale mimo wszystko warto było przeczytać, mam nadzieje, że jeszcze sięgnę po książki tej autorki.

Moja ocena: 8/10


poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Melissa Darwood "(Nie) zdobyta" tom 2

Bardzo długo czekałam na ten tom. Gdy tylko skończyłam pierwszą część, zaczęłam szukać informacji o kontynuacji, niestety musiałam czekać kilka miesięcy, no ale się doczekałam i wiecie co...? Warto było!

"Kontynuacja bestsellerowej górskiej serii pełnej miłości.

„Potrafiłam sobie wyobrazić niemal wszystko – koszmarną pogodę, wędrówkę w śniegu i mrozie, wycieńczenie fizyczne oraz to, że załamię się psychicznie.
Miałam koszmary o sunącej po zboczu lawinie, widziałam siebie odpadającą od ściany, z odmrożonymi palcami i soplami lodu w nosie.
Planowana wspinaczka Jansona na szczyt napełniała mnie niepokojem. Truchlałam na myśl o tym, że góry go zabiją.
Prawda jest jednak taka, że możesz sobie snuć wyobrażenia o najbliższej przyszłości – gdybać, planować, śnić, zakładać hipotetyczne rozwiązania, a twoje cholerne życie i tak ma własne plany względem ciebie…” – Julka.

Czy Julce i Jeremiemu uda się pokonać własne ograniczenia i zrealizować wyznaczone cele?
Czy zdołają się oprzeć wzajemnemu przyciąganiu, które może zrujnować ich plany?

Zabawne dialogi, rozpalające zmysły sceny, zachwycające plenery górskie…
I emocjonujący finał, którego absolutnie się nie spodziewasz."

Aż brak mi słów, które mogłyby opisać tą książkę. Sięgając po tą część byłam pełna obaw i niepokoju. Bałam się, że pierwszy tom był tak dobry, że kontynuacja mogłaby okazać się klapą, a tu niespodzianka, bo prawdę mówiąc, ta część okazała się ciut lepsza. Dawno się tak nie uśmiałam. Dialogi naprawdę doprowadzały mnie do łez, oczywiście ze śmiechu.
No, ale od początku. Jak wiecie książka zakończyła się w dość kulminacyjnym momencie, dla tych, którzy nie czytali pierwszej części - nie wiem na co czekacie!? - Julka z uporem maniaka próbuje przygotować się do wyprawy na K2, jednak jej hormony tak buzują w obecności JJ-a, że nie sposób myśleć tylko o wyprawie. Każdy dzień przygotowań zbliża ich do siebie. Choć oboje otwarcie powiedzieli sobie czego od siebie oczekują, to jednak uczucia przejmują kontrolę nad rozumem. Przygotowania do tak wyczerpującej wyprawy niosą za sobą wiele trudnych decyzji, są wzloty i upadki (jeżeli chodzi o Julkę, to więcej jest tych upadków), ale dziewczyna się nie poddaje. Jest zdeterminowana i mimo swoich słabości dąży do celu, choć w pewnym momencie dziewczyna już sama zastanawia się jaki jest jej cel.

Jeżeli chodzi o Jeremiego, to w stu procentach Iniemamocny, nie zawaha się przed niczym, jest silny, waleczny i w pełni oddany górom. To one go ukształtowały i dzięki nim był tym kim był. Prawdziwy bohater, oczywiście nie omieszkam wspomnieć, że ideał wręcz nierealny, ale cóż to byłby za romans gdyby nie cudowny bohater, który nie ma w zasadzie żadnych wad. 

"Może się teleportował. Nie dosyć, że z niego Iceman i Iniemamocny, to jeszcze Jumper. Bohater o trzech twarzach, jebana mać."

W tej część autorka skupiła się na relacji głównych bohaterów, ale nie tylko. Przede wszystkim tematem numer jeden były góry, nie tylko Himalaje, ale również nasze polskie Tatry. Bardzo piękne opisy widoków, które miałam przed oczami, a gdy przeniesiemy się w Himalaje nie sposób nie zajrzeć choć na chwilę w Google Maps, żeby podziwiać widoki najwyższych gór świata. Jestem pod ogromnym wrażaniem jak autorka profesjonalnie przygotowała się do napisania tej książki. Choć nigdy nie zgłębiałam tematyki alpinizmu muszę powiedzieć, że informację zawarte w książce okazały się bardzo ciekawe i interesujące. W swoim życiu widziałam tylko jeden film o alpinistach "Everest" z 2015 r. i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Właśnie na postawie tego filmu potrafię sobie wyobrazić jak niebezpieczny jest alpinizm i nigdy przenigdy nie zrozumiem czym kierują się alpiniści, którzy ryzykują własne życie wpinając się i zdobywając szczyty. Tak właśnie nie rozumiałam Jeremiego, który żył dla gór, mało tego był samotnikiem i od pewnego czasu zdobywał szczyty w pojedynkę. Droga, którą podążał wydawała się dla niego bezpieczna (oczywiście w pewnym sensie), dlatego, że nie był od nikogo zależny, nie musiał się o nikogo martwić, a tym samym nikt się o niego nie martwił, bo nikt na niego nie czekał po powrocie z wyprawy. Aż do momentu, gdy na jego drodze pojawiła się ONA. Przygotowanie Julki do wyprawy było dla Jeremiego testem cierpliwości. Ja sama chyba nie zniosłabym marudzenia Julki, a dla faceta, który nie jest przyzwyczajony do niańczenia nowicjuszy, to prawdziwy wyczyn. 

Dodam jeszcze, że w tej części dostaniemy bardzo dużą dawkę scen namiętności między JJ-em a Julką, zastanwiam się czy to nie zakrawa o erotyk.. ale... nie przeszkadza mi to ani trochę. Sceny są nie przesadzone, czyta się bardzo przyjemnie, czasem nawet pojawia się gęsia skórka na ciele. I chyba o to chodzi.

Na sam koniec dodam tylko, że jestem wdzięczna autorce, za to, że choć jest to fikcja literacka to jednak potrafi wpleść takie sytuację, że książka staje się bardziej "przyziemna" i realna, a mam tu na myśli zwykłą biegunkę czy menstruację! Ha! Oczywiście z poczuciem humoru, którego nie zabrakło.

"O tak, na bank zbliża się okres. Co potwierdza teraz dodatkowo mój żołądek, który jak zwykle przed miesiączką zachowuje się jak nienażarty zwierz. Oprócz tego, że zaczyna zasysać wnętrzności niczym odkurzacz, to wydaje przy tym równie głośne dźwięki jak zelmer z okresu PRL-u wyjąc: Daj żreć! Daaaj!"


Jestem przekonana, że będę sięgać o kolejne książki Melissy, mam nadzieję, że ta opowieść jeszcze się nie kończy, bo faktycznie jest opcja, że mogłaby powstać kolejna część. Kochana Autorko, czekam na więcej!

Moja ocena:
10/10 

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Galvin Lindsay "Piekielna Głębina"


Sięgając po tą książkę nie wiedziałam czego się spodziewać. Opis tej powieści był bardzo zagadkowy i interesujący. Po przeczytaniu tej książki mam mieszane uczucia....

"Ekscytująca, pełna tajemnic fabuła. Niezwykle oryginalna powieść, łącząca elementy thrillera o walce o przetrwanie, realistycznej opowieści o eksperymentach genetycznych i fantastyki.

Kiedy Aster budzi się w samotności na tropikalnej wyspie, nie ma pojęcia, gdzie jest, jak się tutaj znalazła ani gdzie szukać swojej młodszej siostry Poppy. W tym sam czasie Sam, chłopak, z którym obie dziewczyny zawarły znajomość kilka dni wcześniej w samolocie, powiązuje ich niespodziewane zaginięcie z podejrzanymi wydarzeniami następującymi w jego życiu. Trójkę nastolatków łączy jedno – choroba nowotworowa dotknęła kogoś z ich najbliższej rodziny. Odpowiedzi, których szukają, okażą się spoczywać
w tajemniczym podwodnym świecie – otoczonym bezludnymi wyspami, a mimo to zamieszkanym przez niezwykłe istoty…"


Jedno jest pewne, to książka zdecydowanie dla młodzieży. Historia nastolatki, która zmaga się żałobą po śmierci matki. Aster została tylko siostra Poppy, którą chciała się opiekować jak matka. 
Historia rozpoczyna się, gdy dziewczynki muszą wyjechać na drugi koniec świata do swojej jedynej ciotki Iony, która już na samym początku jest bardzo tajemniczą postacią.

Aster wraz z siostrą trafiają do tajemniczej wioski, gdzie wszystko staje się dla nich dziwne i podejrzane. Już sama droga do wioski stwarza bardzo zagadkowy klimat. 

Ciotka Aster i Poppy jest naukowcem i prowadzi badania dotyczące leku na raka, a wioska, w której prowadzi badania nie przypomina jednak laboratorium naukowego, a raczej odizolowaną społeczność bez dostępu do techniki, co już daje wiele do myślenia. 

Ale to jeszcze nie jest całe clou, bo oczywiste jest, że ciotka, która została jedyną rodziną Aster i Poppy ma się opiekować nimi najlepiej jak umie. No, ale to przez tą właśnie ciotkę, Aster budzi się na bezludnej wyspie sama i nie dość, że ma przeżyć to jeszcze musi za wszelką cenę odnaleźć siostrę i dowieść prawdy.


Trochę ciężko opisać tą książkę, ponieważ na początku nie miałam zielonego pojęcia o co w niej chodzi, dla mnie to domieszka thrillera z science fiction. Snułam domysły, porównywałam do różnych książek i szczerze nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń.
Postać Aster jest bardzo ciekawa, dziewczyna choć ma dopiero piętnaście lat podejmuje bardzo odpowiedzialne decyzje, jest ostrożna i bardzo opiekuńcza w stosunku do Poppy. Aster jest również bardzo wrażliwa i choć stwarza wrażenie silnej i zdeterminowanej, w środku jest krucha i łatwo ją zranić. 
Co do Poppy, to bardzo żywiołowa i energiczna dziewczynka, szybciej robi jak myśli, czasem jej zachowanie jest bardzo śmieszne, ale jednak każdy jej ruch ma swoje odzwierciedlenie w późniejszych wydarzeniach. 

 Co do Iony... trudno mi napisać choć jedno dobre słowo na temat tej postaci, po prostu nie chce psuć Wam klimatu, ale dobrego zdania nie mam. 

Sama fabuła była dość zaskakująca, Autorka można powiedzieć, że miała niezłą fantazje i choć w książce są poruszane bardzo trudne wątki, a widmo śmierci krąży wśród bohaterów to i tak mnie na łopatki nie powaliło. Ot, czytadło jakich wiele. Przeczytać przeczytałam, ale spodziewałam się czegoś więcej. 

Ogólnie rzecz biorąc książka nie jest zła, czyta się szybko i naprawdę dużo się dzieje, są emocje i napięcie. 

Także polecam serdecznie, jak nie macie co czytać w tym trudnym okresie to sięgajcie śmiało. 

Moja ocena:

5/10 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu: 






sobota, 14 marca 2020

Melissa Darwood "(Nie)zdobyta. Tom 1"


Zacznę od tego, że nie jestem fanką polskich autorek, z tego też powodu nie przeczytałam żadnych książek tej autorki, (tak tak... "Gordiana" też nie), a może dlatego, że nawet nie wiedziałam, że jest polską autorką. A więc, gdy już zaczęłam czytać książkę wiedziałam, że bardzo mi się spodoba. No dobra, ale wracając już do rzeczy... 

"Julka ma trzydzieści dwa lata i słabo płatną pracę dziennikarki w czasopiśmie dla kobiet. Kiedy redaktorka naczelna sugeruje, by napisała artykuł na chwytliwy temat (z przystojnym szejkiem, celebrytą, milionerem lub alpinistą w roli główniej) Julka zaczyna zbierać materiały na temat polskich himalaistów.

Niebawem natrafia na informację o ekscentrycznym Jeremim Jansonie (zwanym JJ), który wydaje się być idealnym tematem na artykuł. Planuje on bowiem jako pierwszy człowiek w historii zdobyć zimą szczyt K2, i to solo, co jest istnym szaleństwem.

Wydawnictwo podchwytuje temat i proponuje dziennikarce duży budżet na napisanie reportażu. Jest jednak jeden warunek – Julka musi wziąć udział w wyprawie organizowanej przez JJ-a i dojść do bazy pod K2. Ona – która nie ma pojęcia o alpinizmie, nie znosi zimna i jest w słabej kondycji fizycznej. Jednak największy problem tkwi w tym, że Janson jest outsiderem i wcale nie chce zostać bohaterem książki.

Czy uda jej się przekonać nieustępliwego himalaistę do wspólnej wyprawy?
To wyzwanie okaże się ciężką próbą sił, i to nie tylko fizycznych. Julka nie zdaje sobie sprawy, że najtrudniej jednak będzie opanować silne przyciąganie, które narasta między nią a intrygującym Jansonem."


Jestem pod ogromnym wrażaniem! Czyta się bardzo szybko, książka jest fenomenalna i chociaż przeczytałam ją już jakiś czas temu wciąż nie mogę się po niej otrząsnąć, nie wspominając o tym, że nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Główna bohaterka Julka jest niesamowita, jej ambicja i chęć pozostania niezależną finansowo jest imponujący, zwłaszcza, że w dobie internetu prawie nikt już nie czyta pisemnych gazet, a gdy nadarza się jedyna okazja, że może wydać książkę na temat pewnego introwertycznego himalaisty Jeremim Jonsonie to Julka nie zastanawia się długo. Jednak okazuje się, że aby wydawnictwo w pełni zaakceptowało wypłatę środków na tworzenie książki, bohaterka nie tylko musi przeprowadzić wywiad z Jeremim, ale sama musi wziąć w niej udział. Tylko pojawia się pewien problem, a mianowicie jak przekonać zamkniętego w sobie faceta, który nie lubi rozgłosu, żeby napisać o nim książkę, a mało tego żeby... zabrał ją na samą wyprawę.... ? Tym bardziej, że Julka nie ma zielonego pojęcia o himalaizmie, już nie wspominając, że to ma być wyprawa na Mount Everest -  zimą!! 

Niesamowite dialogi i niesamowita akcja, sama postać Julki jest naprawdę przezabawna, już nie chodzi o sam fakt, że jest zdeterminowana, żeby wziąć udział w tej wyprawie, ale to, jak bardzo się zaangażowała i to nie tylko w samo wydanie książki, ale również jej serce się zaangażowało. 


Ta książka jest obowiązkowa dla każdego, kto chce poznać coś innego, czego nie spotyka się w książkach o miłości. Dodatkowy plus za to, jak autorka musiała się przygotować do tej powieści, ja sama nie mam zielonego pojęcia o wspinaczkach i o wyprawach na 8-tysięczni-ki, bo to nie jest zwykła wspinaczka na byle górkę, ale niebezpieczna walka o życie. Zdobycie najsłynniejszej góry świata zimą, to wielki wyczyn, zwłaszcza, że bohaterka nigdy nie wspinała się na żadne góry.  
Dzięki tej książce mogłam poznać wiele interesujących informacji.odnośnie samego himalaizmu. 
Dodatkowo ogromny plus za dialogi i za okładkę, która jest przepiękna, nooo... a wątek miłosny mimo wszystko subtelny i z nutą pikanterii :) 
Jeden minus.... za krótka! 
Gdy już mnie pochłonęła.. okazało się, że to koniec! Dlaczego? Ja się pytam dlaczego taka krótka?? 
Mam nadzieje, że kolejna część nie będzie taka krótka :) 

Kochani, musicie ją przeczytać! A mi nie pozostało nic innego jak czekać na kolejny tom :) ( a to już w maju) 


Moja ocena: 9/10 

czwartek, 4 lipca 2019

E L James "Mister"



Pamiętacie ten fenomen "50 Twarzy Greya"?
Ja nie, gdzieś coś słyszałam, ale jakoś nie wzbudziło to mojego większego zainteresowania. Książki trafiły w moje ręce wiele miesięcy po tym jak cały szum wokół opadł. No ale, przecież to nie o Christianie będę tu pisać, ale o... tamtaramtam... Misterze!  

Tak oto, po trzech wspaniałych bestsellerach, po ich ekranizacjach oraz iluś tam częściach"oczami Christiana" powraca E L James ze swoją nową książką... 

"Londyn, 2019. Dla Maxima Trevelyana życie było niezwykle łaskawe: uroda, arystokratyczne koneksje i pieniądze sprawiły, że nigdy nie musiał pracować, a noce rzadko spędza samotnie. To idylliczne życie przerywa jednak coś, na co mężczyzna nie jest gotowy: Maxim dziedziczy rodzinny tytuł szlachecki, cały majątek i gigantyczne posiadłości... a także wszelkie wiążące się z nimi obowiązki. To rola, z którą nie umie się zmierzyć.
Największym wyzwaniem będzie jednak walka z pożądaniem pewnej tajemniczej młodej kobiety, która niedawno pojawiła się w Anglii. Ta dziewczyna ma w sobie coś więcej niż niebezpieczną, skomplikowaną przeszłość. Małomówna, piękna i z ogromnym talentem muzycznym, nęci Maxima swoim sekretem, wzbudzając w nim namiętność, jakiej dotąd nie doświadczył. Kim jest Alessia Demachi? Czy Maxim obroni ją przed zagrażającymi jej wrogami? I co uczyni dziewczyna, gdy dowie się, że jej kochanek również skrywa mroczne tajemnice?
Od serca wielkomiejskiego Londynu przez dzikie wrzosowiska Kornwalii aż do zimnych, budzących grozę bałkańskich krajobrazów, Mister to pełna niebezpieczeństw i pożądania podróż zapierająca dech w piersiach aż do samego końca."


Sięgając po tą książkę nie wiedziałam czego się spodziewać, szczerze to nawet nie przeczytałam opisu, tylko pewnego dnia oglądając "śniadaniówkę" w tv natknęłam się na wywiad z autorką, która zapewniała, że to zupełnie inna książka od "50 Twarzy Greya", to zwykły romans, jednotomowy, ale czy aby na pewno? 

Nie ukrywam, że spodziewałam się czegoś faktycznie innego, ale czego? Sama nie wiem. To tak zwane "zaskocz mnie". Podobne schematy, znów bogaty chłopek, znów szara myszka, przewidywalna akcja. To książka, jakich wiele. Pamiętam, że po "50 Twarzach Greya" wszystkie książki były pisane na "jedno kopyto". Czy tym razem będą podobne powieści na styl Mistera? Nie sądzę, bo Greyów jakich wiele. 

Akcja dzieje się w Londynie, poznajemy Maxima, który niedawno stracił brata i "zabawia" się ze swoją bratową - wdową. Nic szczególnego, baaa... postać jakich wiele w książkach, zwykły bawidamek, do tego hrabia, który nie przepuszcza żadnej laski. Oczywiście nie wspomniałam o tym, że był nieziemsko przystojny?? Był... ale pomijam ten fakt, lepiej się przecież czyta jak ma się wyobrażenie wysportowanego, umięśnionego Boga niż jakiegoś Janusza z piwnym brzuszkiem. Fajnie, mogłam poznać go bliżej, posiedzieć mu w głowie obczaić o co kaman, aż po chwili pojawia się kolejna postać Alessi, która tu Uwaga, jest Albanką i zaczęła pracować u Maxima jako sprzątaczka. Alessia ma ogromny talent, gra na fortepianie lepiej niż Chopin czy Beethoven oczywiście bez żadnych nut! Niesamowite prawda? 
Postać Alessi jest całkiem ciekawa, cicha myszka, z innego kraju ucieka przez tradycjami swojego domu oraz przed swoją przyszłością i udaje jej się znaleźć szczęście w ramionach Maxima. Szczęście to jednak nie trwa długo, bo demony w końcu dopadają ją. 

Tak naprawdę Alessie polubiłam dopiero na samym końcu, podczas pewnej akcji. Dziewczyna wreszcie pokazała nieco pazurków, a wcześniej... jak zwykle dziewiczy rumieniec, kiwanie głową, żadnych dyskusji na poziomie, a przecież dziewczyna jest inteligentna, może po prostu Hrabia Maxim ją tak onieśmielał, że połknęła język. 

Książkę naprawdę szybko się czytało, język autorki jest niezwykle delikatny, subtelny, nie ma tak wulgaryzmów, ani niesmacznych momentów, za to oczywiście ogromny plus.
Ale wracając do całości, ciągle jestem zła na siebie, że czytając wciąż szukałam porównań do Christiana i Any oraz punktowałam autorkę na każdym kroku. Zastanawiam się teraz, czy to nie zmieniło mojej oceny. Gdyby ktoś dał mi do ręki tą książkę i nie podawał mi nazwiska autorki, to pewnie inaczej  bym ją oceniła, a tak no niestety, wysoko postawiona poprzeczka jest nie do przeskoczenia.

Wracając do plusów: jak już wspomniałam ogromny podziw za język (to dotyczy również tłumaczenia), różna forma narracji. Z jednej strony mamy Maxima, który wypowiada się w pierwszej osobie, a za chwilę mamy Alessie, która jest opisywana z trzeciej osoby. Na początku się trochę gubiłam o co chodzi, ale szybko załapałam i podobało mi się to, kolejny plus za różnorodność kulturową, z jednej strony mamy Londyn, Kornwalię, a później uroki Albanii (aż sama sprawdziłam w GoogleMaps gdzie leży Kukës), podobały mi się również elementy muzyki klasycznej, tylko dlaczego znowu ten fortepian? Czy Alessia nie mogła grać na lutni albo wiolonczeli? Sam Maxim również grał na fortepianie, czy to aby przypadek? 

Co do minusów, to niestety jest ich nieco więcej... po pierwsze znowu mamy "tą trzecią" podobna do Pani Robinson, dla mnie za mało akcji, oczywiście nie chodzi mi o sensację, ale książka trochę się wlekła, poza tym kilka wątków zostało rozpoczętych i nie skończonych, Alessia, która do złudzenia przypominała Anę z Greya, znów dziewica, do tego szara myszka, a do tego ich sceny łóżkowe, żywcem wyrwane z Greya... 

No dobra dość już tych porównań, bo jak wspomniałam za dużo tego i w sumie popsułam sobie radość czytania, przez to doszukiwanie się porównań. 

Podsumowując, książka mimo wszystko była całkiem niezła, czytałam o wiele gorsze gnioty, a ta, choć nie sądzę, że zostanie zekranizowana to i tak nieźle wyszła. Wydaje mi się, że autorka wciąż ma w głowie obraz Christiana i Any, fenomen się skończył i jakoś trzeba zacząć tworzyć coś nowego. Mimo wszystko to jednak romans, może nie erotyk, bo choć scen łóżkowych było wiele, to były one skumulowane w jednym miejscu książki. Czy będzie kolejna część? hmm.. tak jakby autorka zostawiła sobie otwartą furkę, bo może i być, albo i nie. Pewnie zależy od ilości sprzedaży.

Czy polecam? Chyba każdy, kto czytał Greya musi sięgnąć po tą książkę nawet po to, żeby znów poczuć ten TEN klimat i styl autorki.   

Na koniec dodam, że tą książkę udało mi się wygrać w konkursie na Fanpage'u "50 Twarzy Greya", jest to moja pierwsza wygrana książka, z czego się ogromnie cieszę. 

Moja ocena: 5/10






środa, 10 kwietnia 2019

Vi Keeland, Penelope Ward "Słodki drań"


Jak zawsze zaczęłam czytać, że tak powiem "od dupy strony", bo to jest czwarta część autorek w duecie, a ja owszem czytałam ich książki, ale każdej z osobna. Co nie zmienia faktu, że będę musiała nadrobić zaległości.

"Stacja benzynowa gdzieś na pustkowiu Nebraski nie jest zbyt romantycznym miejscem, zwłaszcza kiedy jesteś w kiepskim humorze. Aubrey była. Znużona wielogodzinną trasą w perspektywie miała jeszcze wiele godzin dalszej jazdy. Uciekała przed swoją przeszłością, chciała ukoić złamane serce i rozpocząć nowe życie w Kalifornii. Chance, zarozumiały przystojniak z Australii, wkurzył ją od pierwszego wejrzenia. Był niesamowicie seksowny, ale do przesady arogancki. Dziewczyna przestałaby o nim myśleć pięć minut po odjechaniu ze stacji, gdyby nie problem z kołem, którego sama nie była w stanie zmienić. Również Chance nie mógł wyruszyć w dalszą podróż — nie umiał poradzić sobie z awarią motocykla. Chcąc nie chcąc, dalej pojechali razem.

Wkrótce Aubrey z zaskoczeniem odkrywa w tym pewnym siebie zarozumialcu najlepszego kompana podróży, jakiego mogłaby sobie wymarzyć. A i Chance wygląda na faceta, który również czuje do dziewczyny coś więcej. Wyprawa wydłuża się do kilku dziwnych, ale cudownych dni. Jest zabawnie, miło, a napięcie między nimi rośnie. Audrey coraz bardziej zakochuje się w przystojnym Australijczyku i wszystko zdaje się zmierzać do szczęśliwego końca, gdy któregoś dnia, zupełnie nieoczekiwanie, Chance znika bez pożegnania...

To opowieść o zabawnych przypadkach, namiętności i pożądaniu, ale również o trudnych wyborach, cierpliwości i przyjaźni. O rozterkach, smutku i tęsknocie za ukochaną osobą. Ta historia pełna jest zaskakujących zwrotów akcji, uśmiechów, łez i radości. Od kart tej książki nie oderwiesz się aż do ostatniego zdania!

Po prostu zniknął... Tego się nie robi takiej dziewczynie!"


Na początku książka mnie nie porwała, mimo przezabawnych momentów i śmiesznych dialogów było to trochę nudne. Zwłaszcza po tym jak przeczytałam "nieziemsko przystojny"... o jaaa... kolejna, no czy nie może być tak, że jakiś koleś jest przeciętny?? No ale, czytałam dalej i historia mnie zaciekawiła, było kilka zwrotów akcji, jednak mimo to ja dosłownie wszystko przewidziałam, nie było tego elementu zaskoczenia. 

Książka podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza z perspektywy Aubrey oraz Chanca. Uwielbiam takie narrację z uwagi na to, że strasznie ciekawi mnie co dzieje się w głowach głónych bohaterów.  Język jest prosty i czyta się szybko. Jednak jeżeli mam być szczera to książka niestety podobna do wszystkich innych jakie czytałam. Bohaterowie owszem, są zabawni i ich wypowiedzi są na jakimś poziomie. Jednak Aubrey pod kilkoma względami strasznie mnie irytowała, ale o tym przekonacie się sami ;) Co do scen erotycznych to super, że autorki przedstawiły wszystko ze smakiem i pikanterią, a nie jako typowy erotyk, gdzie co druga kartka tam seks. 
Na sam koniec dodam, że książka mimo nieciekawej okładki wciąga (po przeczytaniu pierwszych 60 stron :P). No i ta koza!! 




Serdecznie polecam tą propozycję, naprawdę nadaje się lekturę do poduszki ;)

Moja ocena:  7/10 


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania dziękuję: 



piątek, 22 marca 2019

Amy Harmon "Inna Blue"




Z twórczością Amy Harmon spotkałam się niejednokrotnie. "Makeing Faces" czy "Prawo Mojżesza" polubiłam od samego początku. Dlatego chętnie sięgnęłam po kolejną powieść tej autorki i poznałam historię Blue.


"Blue Echohawk nie ma własnej historii. Poznała jedynie skrawki swojej przeszłości: została porzucona jako dwulatka, a jej matka nie żyje. Blue nawet nie wie, jak rzeczywiście się nazywa i kiedy się urodziła. Ma około dziewiętnastu lat, jest twarda, surowa i onieśmielająca. Nie wierzy w damskie przyjaźnie, a od mężczyzn oczekuje tylko krótkiego ukojenia. Jest nikim, a tak bardzo chciałaby być kimś. Blue musi się zbudować od nowa. To niezwykle trudne dla rozpaczliwie samotnej nastolatki. Tymczasem do jej szkoły trafia młody nauczyciel, pan Wilson. Od razu zauważa demonstracyjnie arogancką Blue, bez trudu dostrzega pod wyzywającym makijażem zagubioną dziewczynę, która bardzo potrzebuje pomocy. Jest zdecydowanie trudną uczennicą, a przy tym stanowi jego kompletne przeciwieństwo. Oboje nie mają najmniejszego pojęcia, dokąd zaprowadzi ich ta przedziwna, niecodzienna relacja.

To przejmująca historia o poszukiwaniu siebie — wbrew wszystkim i wbrew sobie. Mówi o wielkiej mocy przyjaźni, która potrafi rozkwitnąć w najbardziej nieprawdopodobnej sytuacji. O tym, że nadzieja pomaga w leczeniu źle zabliźnionych ran, a życie bez wiary jest tragiczniejsze od śmierci. A także o tym, jak trudno o zaufanie i jak niepostrzeżenie rodzi się miłość. I że tu zaczyna się droga do katastrofy…

Bez wiary i przeszłości. Inna niż wszyscy…"

Cóż tu dużo opowiadać, jest to jedna z lepszych książek tej autorki jakie czytałam. Niesamowicie przedstawiona historia dziewczyny, która poszukuje samej siebie. Strasznie podziwiam Blue, jest pełna odwagi i mimo przeciwności losu brnie dalej z uniesioną głową. Życie jej nie oszczędzało, doświadczyła wiele przykrych chwil już od samego początku swojego życia. Postawiła wokół siebie wielki mur, przez który nikt nie może się przebić.  Jednak gdy zaczyna fascynować ją nauczyciel historii Pan Wilson jej życie zaczyna się zmieniać, a sama Blue stopniowo przestaje ukrywać się za mocnym makijażem i opryskliwością.


Najlepsze było to, że tak naprawdę gdy sięgałam po tą książkę myślałam, że romans między nauczycielem a uczennica będzie tu na pierwszym planie, ale się pomyliłam. Tak naprawdę to historia o poszukiwaniu własnej drogi, zmierzenia się z przeszłością i wkroczenie w dorosłość. Historia Blue jest o tym jak popełniać błędy i uczyć się na nich, jak również o tym, że miłość może zdarzyć się każdemu. Bardzo podobało mi się jak ta miłość kiełkowała, w zasadzie można powiedzieć, że początkowo była to tylko platoniczna miłość, ale... nie będę zdradzać więcej na ten temat. 
Jak zwykle się nie zawiodłam na autorce, podziwiam ją za to, że każda jej powieść jest inna. Już wiele razy pisałam o tym, że mam dość czytania książek "na jedno kopyto", czytałam wiele książek gdzie romans "uczennica-nauczyciel" były owszem... fajne i tyle, tu jednak tu nie dostaje takiego samego schematu, po zakończeniu tej książki byłam po prostu mile zaskoczona. 
Dodam jeszcze, że Amy Harmon doskonale wykreowała bohaterów, zarówno tych pierwszoplanowych jak i tych pobocznych, co do Blue to początkowo denerwowała mnie swoją opryskliwością i podejmowaniem złych decyzji, ale właśnie tak miało być, bo z kolejnymi rozdziałami widziałam jak się zmieniła i jak długą drogę przeszła, aby znaleźć się dobrym punkcie.


Polecam z całego serca tą powieść, na pewno jest niezwykła.

Moja ocena: 8/10


Za przeczytanie i zrecenzowanie dziękuję:


niedziela, 10 marca 2019

Tillie Cole "Odkupienie" (Kaci Hadesa tom IV)





Z serią "Katów" związałam się bardzo emocjonalnie, zwłaszcza, że są to klimaty, które lubię. Autorka wykreowała historię niebanalną, ale bardzo kontrowersyjną zwłaszcza, jeżeli chodzi o religię, a pojawiająca się w książce pedofilia świadczy o tym, że nie jest to książka (i całą seria) dla wszystkich.


"Prorok Kain słucha tylko objawień Boga. Jego przeznaczeniem jest przewodzić swojemu ludowi. Dla niego i w imię swojej wiary opuścił dom, by przeniknąć do Katów Hadesa — motocyklowego gangu handlarzy bronią, najbardziej przestępczego klubu w USA. Żył z nimi, służył im swą wiedzą i stał się zaufanym towarzyszem broni. A gdy przyszedł czas, zdradził gang, gdyż jego lud musiał odzyskać trzy Przeklęte — dzięki poświęceniu jednej z nich w okrutnym rytuale lud boży miał zostać wniebowzięty i ocaleć przed armagedonem.

Wkrótce Kain sam został zdradzony przez tego, który miał wiernie trwać u jego boku. Przez tego, w którego żyłach płynęła ta sama krew. Judasz był ukochanym bratem bliźniakiem proroka, ale trawiony zazdrością o Kaina wtrącił go do celi i poddał okrutnym torturom. Bity z morderczą precyzją, poniewierany i poraniony Kain pojął, że stracił wszystko, co było dla niego ważne, co kochał i czemu poświęcił życie.

Po jakimś czasie do celi obok trafiła tajemnicza kobieta. Ciemnooka Harmony uznana za kolejną Przeklętą. Choć jej przyszłość malowała się w najczarniejszych barwach, starała się walczyć z własnymi lękami i bronić swoją godność. Wkrótce między Kainem i Harmony nawiązała się przedziwna więź. Oboje potrzebowali siebie nawzajem. Stali się sobie bliscy. Wówczas Kain podjął zobowiązanie: odkupi swoje winy i ocali tych, których kocha. Dołoży starań, aby potworne krzywdy zadane w jego imieniu i za jego przyzwoleniem zostały wynagrodzone i wybaczone. Będzie walczył. Zrobi wszystko. Dosłownie.
Odkupienie. Musisz poświęcić się w całości..."


Z racji tego, że jest to już czwarta część, trochę zajęło mi czasu, żebym znów zanurzyła się w świat klubu motocyklowego oraz sekty.
Tym razem książka opowiada o losach Ridera, tego który zdradził Katów i okazał się Prorokiem Kainem. Początkowo uważałam, że bardzo dobrze, że jego własny brat go tak urządził. Sam na własne życzenie doprowadził do tego, co go spotkało. Ale jednak z upływem kartek miałam już inne zdanie na jego temat. Nie bez powodu książka nazywa się "Odkupienie". 
No ale, do rzeczy... oprócz tego, że Rider (Kain) płaci za swoje grzechy w celi, pojawia się tu kolejna przepiękna kobieta imieniem Harmony. I już od samego początku domyśliłam się, że będzie to kolejna przeklęta, jeszcze wcześniej nie wiedziałam kim tak naprawdę owa kobieta jest, ale szybko się domyśliłam, że to kolejna siostra z tych słynnych "przeklętych" sióstr. 
Oczywiście akcja toczy się szybko, jak się domyślacie Rider i Harmony to będzie kolejny uroczy duet, jak w poprzednich częściach. Bardzo ciekawiło mnie jak to wszystko się rozegra w konfrontacji z Katami i mogę powiedzieć tylko tyle, że było ciekawie, nie chcę zdradzać więcej, bo ja najbardziej na ten moment czekałam.

Całość była bardzo spójna z poprzednimi częściami, jednak mimo tego, że bardzo podobały mi się wszystkie poprzednie części zaczyna być trochę monotonnie. Brakuje mi już trochę elementu zaskoczenia, kolejna siostra... kolejna przeklęta, kolejne w zasadzie te same charaktery. W Haromony nie było nic takiego, co by odróżniło ją od poprzednich sióstr. W zasadzie wszystkie one były dla mnie identyczne. Mae jakoś zapamiętałam, ale może to dlatego, że była to pierwsza część i jakoś zapadła mi w pamięci, ale szczerze? Poprzednich bohaterek jakoś nie mogę sobie przypomnieć. Już bardziej pamiętam Katów, bo oni się od siebie różnili. 

Książka pisana była z perspektywy Ridera, Harmony i co ciekawe z perspektywy Styxa, co mnie bardzo ucieszyło, bo jednak tego niemowę z nich wszystkich lubię najbardziej. 

Jak zawsze oceniam bardzo wysoko, bo autorka jednak się postarała, podobała mi się fabuła, było dość emocjonująco, ciężki temat pedofilii, zbiorowych gwałtów i niewolnictwa, dlatego jak wspomniałam, to nie jest książka dla wszystkich. 

Czekam oczywiście jeszcze na kolejne części, mam nadzieje, że pojawi się tam jednak jakiś element zaskoczenia. 

Szczerze polecam dla czytelników o mocnych nerwach. 


Moja ocena: 10/10 

czwartek, 29 listopada 2018

Colleen Hoover "Wszystkie nasze obietnice"


Z książkami Collen Hover mam tak, że sięgam po nie w ciemno. Jeszcze nigdy się nie zawiodłam na żadnej z jej powieści, bo są po prostu bardzo głębokie, wywołujące we mnie skrajne emocje. I tak było również tym razem...



"Idealna miłość.
Nieidealni ludzie.

Quinn i Graham przysięgali sobie miłość, wierząc, że wspólnie poradzą sobie z wszelkimi przeciwnościami losu. Ma to upamiętniać szkatułka, którą Graham podarował ukochanej w dniu ślubu.

Przez kilka następnych lat wzajemne przyrzeczenia stają się źródłem rozczarowań. W życiu małżonków zaczyna królować rutyna, a marzenia o założeniu rodziny stają się nieosiągalne. Oddalający się od siebie Quinn i Graham zaczynają wątpić w sens swojego związku.

Przyszłość ich małżeństwa kryje się jednak w śladach z przeszłości zamkniętych w szkatułce – pod sekretami, błędami i niedopowiedzeniami...

Historia Quinn i Grahama rozpoczyna się w momencie, gdy oboje rozstają się ze swoimi partnerami. Czy taki los spotka również ich związek?

Colleen Hoover z dobrze znaną czytelniczkom szczerością i wnikliwością opisuje parę pogrążoną w kryzysie. I szuka odpowiedzi na pytanie: czy albo kiedy przestać walczyć o ocalenie małżeństwa, które przecież miało trwać wiecznie?"

W większości książkach o miłości fabuła ciągnie się do momentu "i żyli długo i szczęśliwie". Tym razem jest jednak inaczej, a co później? Jak może wyglądać idealne życie po ślubie, gdy bohaterów dotyka rutyna, codzienność, tworzenie rodziny...? Bardzo podobała mi się retrospekcja w tej powieści, zwłaszcza dlatego, że mogłam doświadczyć tych momentów, gdzie główni bohaterowie zakochiwali się w sobie, spijali sobie z dzióbków słodkie słówka, a potem nadchodziła teraźniejszość, a niemożność posiadania dzieci wypalała ich miłość...
Skupiając się na bohaterach: Quinn to normalna dziewczyna, kochająca, pracująca, pragnąca założyć rodzinę z mężczyzną, którego kocha. Chociaż czasem jej nie rozumiałam i zastanawiałam się, dlaczego się tak zachowuje, późniejsze wydarzenia trochę ją usprawiedliwiły. 
Graham to mąż idealny, ja osobiście nie wierze, że istnieją tacy idealni faceci. Oboje poznali się w dość niefortunnych warunkach, ale nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko ma swój cel. Quinn i Graham muszą przejść bardzo wyboistą drogę do szczęścia, muszą przejść przede wszystkim "kryzys piątej kategorii", ale czy im się uda?? 
Książki Colleen Hoover nie są lekkie, skłaniają nas do refleksji, bardzo wiele wątków w tej książce opisuje rzeczywistość wielu par starających się o dziecko. Trudno mi pisać recenzję o powieści, w której główna bohaterka nie może zajść w ciąże, gdyż sama jestem w ósmym miesiącu ciąży. Czytając tą książkę zastanawiałam się jakbym sobie poradziła, gdybym nie mogła mieć dzieci. Wprawdzie jestem już szczęśliwą mamą 8-latka i nie wyobrażam sobie życia bez dzieci. Czytając tą powieść emocje szalały mną, było mi trudno poukładać sobie w głowie te wszystkie fakty. 

Ta powieść jest bardzo dojrzała, pokazuje jak bardzo trzeba się starać, aby przejść przez burzę w związku. Autorka chciała przekazać, że nawet w tych najmroczniejszych chwilach należy znaleźć jakiś jasny punkt i do niego dążyć. 

Jak dla mnie jedna z lepszych książek Collen, chociaż śmiało mogę powiedzieć, że każda jej książka jest idealna. 

Moja ocena: 10/10